Sobotni ranek wstawał w Nowym Targu ciemny i ponury. Nad miastem i górami kłębiły się szarobure chmury, a chłodny wiatr dopełniał smętnego nastroju, gdy na nowotarskim rynku rozpoczęły się przygotowania do przyjęcia amatorów rowerowej rozrywki.

Lecz w miarę jak rynek zapełniał się rowerami i radośnie uśmiechniętymi dzieciakami, zawstydzone chmury zaczęły wycofywać się za Tatry. A gdy po godzinie 11 liczba uśmiechów przekroczyła 300, chmury zniknęły całkowicie, a słońce opanowało całe niebo. I tylko słynne nowotarskie lody uchroniły rajdowiczów przed przegrzaniem.

Następnie, punktualnie o 12, przy akompaniamencie dzwonków i trąbek, cała rajdowa kolumna wyruszyła na trasę. Najpierw do Parku Miejskiego, potem zaś dalej piękną ścieżką rowerową w stronę Czarnego Dunajca, rozjeżdżając się po drodze na poszczególne trasy.

Wybór był duży i ciekawy, lecz wobec przewagi młodych rowerzystów i tak największym powodzeniem cieszyła się trasa Mini. Jej popularność była tak wielka, że w jej połowie, na owocowym bufecie, po raz pierwszy w historii rajdów zostały zjedzone wszystkie przygotowane owoce.

Na trasie zaś przednia zabawa i wielkie emocje ze zdrapkami i z wyszukiwaniem oraz liczeniem flag. No i mnóstwo radości z licznych nagród na mecie, jak również ze „złotych medali”, które otrzymywał każdy kto na rowerze przejechał trasę.

A potem, tak jak przed dwoma tygodniami w Trzebini, szaleństwa na dmuchańcach, malowanie twarzy, mydlane bańki, i kiełbaski, i popcorn, i cukrowa wata, i słodkie nagrody pocieszenia za puste zdrapki. Oblegane też było stoisko “Gazety Krakowskiej” w którym każdy mógł mieć zdjęcie na pierwszej stronie gazety. Natomiast przyszli następcy Rafała Majki zmierzyli się w 6 wyścigach po alejkach wokół rajdowego miasteczka, co wywołało ogromne emocje rodziców i (mniejsze) samych zawodników.

A potem były puchary, nagrody, dyplomy, wspólne zdjęcia, a i pojedyncze na podium. To był udany dzień – słychać było wokół – bardzo dobrze że spotkamy się znowu na rowerach w Nowym Targu już za 3 miesiące.